Ponury sen, zwany życiem

Ponury sen, zwany życiem

Wczoraj śniło mi się, że umarłem.

Nie zdarza mi się już kąpać w wannie, ale w tymże śnie leżałem w wannie, w wodzie. Obróciłem głowę i nagle znalazł się w niej mój laptop, podłączony do kontaktu. Zanim zdążyłem go z tej wody wyjąć, poczułem ciepły prąd rozlewający się po moim ciele. W tej milisekundzie zawarło się jednak wiele myśli. Pomyślałem sobie, że przecież tak narzekałem ostatnio i nie tylko ostatnio na to żyćko i tak szybko przyszło mi się z nim żegnać… Przez ułamek tej milisekundy było mi przykro, ale zaraz po tym stwierdziłem, że jestem gotów, że wezmę to na klatę, jak wszystko złe, co wydarzyło się wcześniej w moim życiu, w mojej historii. I gdy zamknąłem oczy, pogodzony z odejściem, moje oczy gwałtownie się otworzyły.

Z tego snu-snu wróciłem do ponurego snu, zwanego życiem. Umyłem zęby, spakowałem laptopa do plecaka i poszedłem do pracy.