Wieczne krzyki zza drzwi na dziesiątym piętrze

Wieczne krzyki zza drzwi na dziesiątym piętrze

Przycisk z cyfrą „10” zaświecił się, a Kacper powiedział sam do siebie: „Poproszę na samą górę, prosto do gwiazd”. Chłopak wiedział jednak, że wysłużona, śmierdząca papierosami i psim moczem winda zaprowadzi go tylko na ostatnie piętro bloku, gdzie nie będzie czekać go nic poza wrzaskami upitych rodziców, pustą lodówką i pożółkłymi ścianami jego pokoju.

– Ty szmato pierdolona, ty się nie nadajesz do niczego. Do niczego ty kurwo zdolna nie jesteś!

Ojciec Kacpra wyrzygiwał z siebie kolejne epitety pod adresem jego matki. Takie sytuacje były rutyną od momentu, gdy Henryk stracił pracę pod koniec lat dziewięćdziesiątych, kiedy Zakłady Mechaniczne „Ursus” na Zawarciu zakończyły działalność. Krótko po tym na świecie pojawił się Kacper, któremu przyszło dorastać w atmosferze poczucia krzywdy, żalu do wszystkiego i wszystkich wokół oraz braku perspektyw na lepsze jutro. Jedynym jego szczęśliwym, dziecięcym wspomnieniem było to z czasu komunii świętej, gdy od rodziny otrzymał nowy rower. Jednak i to zostało splugawione przez dorosły świat, bo kilka lat później Henryk sprzedał jednoślad za kilka butelek wódki i paczkę papierosów.

Pijackie ryki za drzwiami przerwał odgłos tłuczonego szkła. – Masz za swoje ty ściero, a teraz posprzątaj ten burdel! – wrzasnął Henryk do swojej żony, która przed momentem przeleciała przez szybę w drzwiach. Drobinki szkła tkwiły w jej skórze, a rany pokrywały wszystkie odsłonięte części ciała. Kacper nie potrafił już tego wszystkiego znieść, ale bał się interweniować i po raz pierwszy w życiu przeciwstawić się ojcu. Wybrał więc inne rozwiązanie.

W nocy zrezygnowany chłopak otworzył okno i wyskoczył z dziesiątego piętra w bloku. Żył jeszcze, gdy na miejscu tragedii zjawili się pierwsi mieszkańcy osiedla Dolinki. Medycy nie zdążyli jednak z ratunkiem, bo Kacper wyzionął ducha jeszcze przed przyjazdem karetki. Ratownicy w kieszeni jego spodni znaleźli coś na kształt listu pożegnalnego – pogniecioną, wyrwaną z zeszytu kartkę, na której widniała jedynie łacińska sentencja „Per aspera ad astra”.

1 komentarz

Lubie czytać to co nagryzmolisz, aczkolwiek za każdym razem czuje niedosyt, może coś dłuższego, bardziej brudnego i zbluzganego kryje się w Twojej szufladzie??

Komentarze są zamknięte.