W tę ezoteryczną noc

W tę ezoteryczną noc

Noc była niewyobrażalnie ciepła. Starcy, których spotkałem po kilku dniach w pierwszej osadzie na mej drodze, tłumaczyli mi, że była to najcieplejsza noc w tym rejonie od dziesięcioleci.

Gdy szedłem przez ten ciemny, przepotężny las, ogarniał mnie przygniatający niepokój. Byłem zdany tylko na siebie, a moja latarka zaczynała świecić coraz słabiej. Miałem nadzieję, że rzutem na taśmę dotrę do jakichś zabudowań, do ludzi, do bezpiecznej przestrzeni. Nic takiego jednak nie nastąpiło, a ja idąc leśną drogą w akompaniamencie księżycowej pełni i odgłosów dzikiej zwierzyny, zacząłem wątpić w swe zmysły i poczytalność umysłu.

Bo oto przede mną pojawiła się Ona. Zjawa w obszarpanych, czarnych, koronkowych szatach. Jej oczy płonęły rażąco-żółtym światłem. Nie odważyłem się w nie spojrzeć. Jej pokraczny, zmodulowany głos wywoływał gęsią skórkę i zastygnięcie mięśni, a bijący od niej chłód drżenie i dezorientację.

„Widma bólu i smutku, które nawiedzają Twoje sny, w końcu doprowadzą cię do wyzwolenia. Nie bój zanurzyć się w ciemności” – usłyszałem z jej trupich i zimnych ust, a po chwili droga przede mną znów zrobiła się pusta, ciemna i wypełniona ciepłym powietrzem.

Kontynuowałem marsz, myśląc o wszystkich kobietach, które zostawiły ślad w moim sercu. Zastanawiałem się czy są bezpieczne, szczęśliwe, zaopiekowane, a w niektórych przypadkach – czy na ich grobach tli się nieustanny żar pamięci.

Ogromna nieznana prowadziła mnie przed siebie i nie pozwalała bać się mroku. Jedyne czego mi brakowało, to trzymać Cię za rękę w tę ezoteryczną noc.