Skrajne przebodźcowanie jest wynikiem nadmiaru emocji i wyjścia ze strefy komfortu. Jest ceną, którą muszę zapłacić za bycie w wirze prawdziwego życia.
Leżę w zbyt krótkim łóżku, w jakiejś średnio-podrzędnej norze w mieście Łodzi, z zamykanym pokojem. Celebruję tę unikalną energię nowych osób i moich współpracowników znanych raczej tylko z sieciowego przekazu. Ale jednocześnie czuję, że chciałbym być w domu, że chciałbym przytulić się do żyjącej i czującej materii – ludzkiej materii, która mnie kocha. Ale jej nie ma i nie mam pojęcia czy kiedykolwiek dostrzegać ją będę w odbiciach szyb mojego mieszkania – tam gdzie jest mój dom, gdzie są moje Koty i artefakty, nie wiadomo jak długo jeszcze.
Kiedyś pragnąłem śmierci, dziś pragnę życia, mając w głowie strach przed śmiercią. Nie chcę już iść tam gdzie Krzysio i Marek, ale wiem, że nie mamy na to wpływu.
I nie ma tu już nic do rozkminy. Jeśli ujrzę bałucki poranek, Uber zawiezie mnie na dworzec Łódź Kaliska. Stamtąd już tylko niecałe trzy godziny do mojej strefy komfortu.
