Dla moich przyjaciół i towarzyszy niedoli.
Kategoria: Moja mała California
Ostatnie lato z uśmiechem Zosi
W jakiś podświadomy sposób chyba po prostu czułem, że jest to ostatnie takie lato. Ostatnie lato, gdy uśmiech Zosi rozświetlał moje życie.
Zimowe niedziele na Dzikim Zachodzie
W zimne niedziele na ulicach mojego miasta widać tylko dogasające gwiazdy kończącego się weekendu…
Gorzowska ballada grudniowa
W to grudniowe popołudnie miasto żyło przedświątecznym trybem. Wszyscy pędzili, by jak najszybciej odbębnić swoje obowiązki, a na moście Staromiejskim tworzyły się sznury aut w kierunku galerii handlowej na mojej ulicy.
Rowerowi Kowboje na Drodze Mlecznej (Lato ‘19)
Pierwsze piwo na postoju, drugie i trzecie na miejscu. To „pierwsze pierwsze” i „pierwsze drugie”, były oczywiście zrobione jeszcze w chacie, przed wyjazdem.
Gniazdo os
Obejście całego jeziora w Lipach zajęło nam ponad trzy godziny. Byliśmy już właściwie u kresu podróży – za chwilę mieliśmy znaleźć się na dziurawej drodze prowadzącej z Portek do ośrodka wczasowego pracowników Stilonu.
Niezapominajka zawarciańska
Słońce nad lewobrzeżem powoli żegnało dzień, a powietrze w końcu stawało się lekkie i orzeźwiające. Facet z długouchym psem był świadkiem naszego ostatniego spotkania, naszej ostatniej, szczerej rozmowy, ostatniego razu, gdy trzymałem Cię za Twoją ciepłą i delikatną dłoń.
Zagubiona dusza
*Piątek
Ostatnia prosta przed końcem dzieciństwa
Robert P. pierwsze kroki w dorosłym żużlu stawiał w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. W tych czasach chyba każdy dzieciak z Zawarcia chciał zostać żużlowcem, więc szkółka wręcz pękała w szwach i co sezon pojawiali się kolejni śmiałkowie chcący pójść w ślady Eddy’ego Jancarza.
Więcej niż słowa
Szliśmy razem Kanałem Ulgi, aż spod przepompowni w kierunku mostu kolejowego. Słońce już powoli zachodziło, a świerszcze i żaby coraz głośniej grały swój cowieczorny koncert nad samym brzegiem wody.